Pada śnieg ,pada śnieg....
Nie ,nie dziś nie o śniegu,choć właśnie pada.
Dziś o czapach i kominach które udało mi się uszyć,ze wspomnianej wcześniej parzonej wełny.
Uszyłam dwa komplety dla mojej Julki i jej przyjaciółki,oczywiście musiały być jednakowe:)
Ciemny popiel(no może grafit)rozjaśniłam różem w białe kropeczki.
Wyszły tak:
Kominy są dwustronne zapinane na rzepy,czapy natomiast są tylko szare,ale myślę kwiatek dodaje im uroku.
A to Szymonek numer dwa,cieszył się chłopak powodzeniem i uszyłam drugiego:)
Na niedzielnej wyprawie po gałęzie brzózki
udało mi się upolować (brzózki niestety nie upolowałam) troszkę fiołeczków:)
Mój samochód wyglądał za to jak po Dakarze.
Pocieszają mnie w taką pogodę.
Uwielbiam ich zapach.
Dziękuję za mój pierwszy tysiączek,dziś mogę świętować:):):):)
Pozdrawiam gorąco KUSIA:)









Komentarze
Prześlij komentarz